Inżynier, który nie lubi marnować wody
Marek założył Robomaks w marcu 2017 roku po 11 latach pracy przy automatyce przemysłowej dla dużych zakładów na Dolnym Śląsku. Widział tam setki maszyn, ale to sektor energii słonecznej przyciągnął go najbardziej. Zauważył jeden konkretny problem: farmy fotowoltaiczne traciły wydajność przez brud, a ich mycie tradycyjnymi metodami zużywało tysiące litrów wody, co przy suszach w lipcu i sierpniu jest po prostu nieopłacalne. Postanowił to zmienić, budując roboty, które sprzątają na sucho. Słońce to czysty zysk, o ile panele faktycznie go łapią, a nie są przykryte warstwą kurzu z okolicznych pól.
Konkretna technologia zamiast obietnic
W 2019 roku Marek opatentował system szczotek polimerowych Robomaks Brush-X, który usuwa 96,4% zanieczyszczeń bez użycia ani jednej kropli płynu. Marek osobiście nadzorował wdrożenie tej technologii na 47 farmach w całej Polsce, w tym na dużym obiekcie o mocy 1,2 MW pod Legnicą. Nie interesują go teoretyczne wykresy. Dla niego liczy się to, że po przejeździe robota falownik pokazuje o 23% wyższe uzyski. To są konkretne pieniądze, które zostają w kieszeni inwestora. Marek często powtarza: Robomaks to roboty, które pracują na Twój wynik, a nie ładne gadżety do pokazywania na targach.
Zespół i biuro we Wrocławiu
Na co dzień Marek zarządza 8-osobowym zespołem inżynierów i monterów w naszym biurze przy ulicy Swobodnej we Wrocławiu. Nie jest typem szefa, który siedzi tylko za biurkiem. Jeśli tracker na farmie pod Opolem wymaga korekty kąta nachylenia o 2,5 stopnia, Marek prawdopodobnie pojedzie tam z ekipą, żeby sprawdzić to na miejscu. W pracy stawia na prostotę i trwałość. Nasze trackery są projektowane tak, by wytrzymać wiatr o prędkości 114 km/h, co Marek przetestował w tunelu aerodynamicznym w lutym 2021 roku. Zero lania wody – tylko stal, aluminium i sprawny kod sterujący silnikami.
Podejście do biznesu
Szczerze mówiąc, Marek nie jest najtańszym dostawcą na rynku i otwarcie o tym mówi. Jeśli ktoś szuka najtańszych konstrukcji z importu, Robomaks nie jest dla niego. Marek stawia na polską produkcję i komponenty, które wytrzymają 12 lat pracy w trudnych warunkach pogodowych. Każdy projekt zaczyna od twardej kalkulacji zwrotu z inwestycji. Jeśli dane pokazują, że automatyzacja danej farmy nie zwróci się w ciągu 4 lat, Marek po prostu odradzi klientowi zakup. Uczciwość w liczbach to u nas podstawa. Bywa, że onboarding projektu trwa u nas o 14 dni dłużej niż u konkurencji, ale to dlatego, że sprawdzamy każdy detal konstrukcji przed montażem.
Poza pracą Marek zajmuje się renowacją starych maszyn rolniczych, co pozwala mu odpocząć od nowoczesnej elektroniki. Wierzy, że stare zasady mechaniki – trwałość i prostota – to klucz do budowania nowoczesnych robotów. Jeśli chcesz zapytać o konkretne parametry naszych trackerów, najlepiej napisz do niego bezpośrednio. Marek odpowiada na maile zazwyczaj w ciągu 4-6 godzin roboczych, o ile akurat nie jest w terenie na montażu u jednego z naszych 156 aktywnych kontrahentów.